ANNA WARDZIAK: Siedem lat temu w wywiadzie dla GEODETY powiedział pan, że na uczelni zaraża studentów programowaniem. A jak pan zaraził się informatyką?ARTUR KRAWCZYK: Oczywiście podczas moich studiów, i to chyba dopiero na trzecim czy czwartym roku. Na ćwiczeniach z programowania pisałem aplikacje dla kolegów i koleżanek, żeby pomóc im uzyskać zaliczenie (śmiech). Bardzo dobrze szły mi też zajęcia z systemów informacji przestrzennej. Dysponowaliśmy tylko kilkoma komputerami na całą grupę laboratoryjną i pamiętam, jak siedzieliśmy we czwórkę przy jednym komputerze z Arc/Info firmy Esri. Brak sprzętu i oprogramowania stanowił problem na dzień dobry. Sukcesem było, jak udało mi się znaleźć pierwszą i jedyną na uczelni instalację MGE Intergraph, ale maszyna co kilka godzin się zawieszała i trzeba było robić przerwy. Mimo wszystko informatyka na tyle mi się spodobała, że pracę magisterską napisałem o SIP dla kopalni Olkusz-Pomorzany. Zaraz po studiach zatrudniłem się zgodnie z ukończonym kierunkiem, którym jest inżynieria środowiska, ale po roku mój promotor zaprosił mnie do zrobienia doktoratu.
Oczywiście na temat SIP…Praca doktorska dotyczyła modelowania dwóch zjawisk wywołanych eksploatacją górniczą. Pierwszym było zwierciadło wód gruntowych, które pod wpływem deformacji zmienia swoje położenie i doprowadza do powstania zawodnień i zalewisk. Drugim było opracowanie modelu emisji zanieczyszczeń ołowiu z szybu górniczego miedzi. Niektórzy nawet śmiali się ze mnie, że zrobiłem dwa doktoraty w jednym. W pracy prześledziłem ilości emitowanego ołowiu oraz analizowałem jego rozkłady przestrzenne. Założyłem, że mając sporządzone przez geologów mapy z rozkładem zawartości ołowiu w złożu, można będzie przewidywać jego emisję i dostosowywać projekt do parcel (czyli fragmentów złoża projektowanego do eksploatacji albo wyeksploatowanego w danym roku lub kwartale). Zaskakujące było to, że ten model na końcu zadziałał! Rozwiązałem wtedy problem zasadniczy dla działu ochrony środowiska kopalni. Przepisy ograniczały bowiem imisję pyłu ołowiu wokół zakładów przemysłowych. A moja praca doktorska stanowiła podkładkę i na zawarte w niej wyjaśnienie kopalnia powoływała się przy wszelkich kontrolach inspektoratu ochrony środowiska.
Ale to był dopiero początek współpracy z kopalniami.Rzeczywiście, z biegiem czasu stawała się ona coraz intensywniejsza...
Pełna treść artykułu w majowym wydaniu miesięcznika GEODETA