wiadomościMiesięcznik GEODETAprenumeratareklamaksięgarniakontaktRODOpolityka prywatnościnewsletter
Najnowsze wydarzenia z dziedziny geodezji, nawigacji satelitarnej, GIS, katastru, teledetekcji, kartografii. Nowości rynkowe, technologiczne, prawne, wydawnicze. Konferencje, targi, administracja.
blog
|2018-08-06| Geodezja, GIS, Firma, Ludzie, Instytucje, Kataster

Trzeba robić swoje: wywiad z GGK Waldemarem Izdebskim

W związku z dużym zainteresowaniem czytelników publikujemy na Geoforum.pl pełną treść wywiadu z nowym głównym geodetą kraju Waldemarem Izdebskim, który ukazał się w lipcowym wydaniu miesięczniku GEODETA.


Trzeba robić swoje: wywiad z GGK Waldemarem Izdebskim

Katarzyna Pakuła-Kwiecińska: Był pan założycielem i przez 28 lat prezesem firmy geoinformatycznej Geo-System Sp. z o.o. Jak, stając do konkursu na GGK, rozwiązał pan oczywisty konflikt interesów?

Waldemar Izdebski: Musiałem spełnić wszystkie warunki dotyczące urzędnika na tym stanowisku. Jeśli chodzi o firmę, to zachowałem 10% udziałów, bo na to pozwalają obecne przepisy. Pozostałe udziały przekazałem synowi. Oczywiś­cie zrezygnowałem także z funkcji prezesa zarządu, którą objął dotychczasowy wiceprezes Zbigniew Malinowski.

Czy będzie pan dalej pracował na Politechnice? Tu konfliktu nie ma, tylko może nie wystarczyć czasu na łączenie obowiązków.

Na Politechnice Warszawskiej zostaję pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Do tej pory łączyłem dwa etaty, więc jestem przekonany, że teraz też będę w stanie to robić.

Jak wygląda sprawa pana członkostwa w różnych organizacjach, np. w SGP czy PTIP?

W tym zakresie wszystko zostaje tak, jak było: w SGP jestem od 30 lat, w PTIP-ie także od dawna. Nie ma takiego obowiązku, żeby się ze stowarzyszeń zawodowych wypisywać, to nie są partie polityczne. Ale zapewniam, że jestem otwarty dla wszystkich organizacji i nikogo nie unikam.

Wielokrotnie bywał pan wcześniej w gabinecie GGK w bardzo różnych rolach, głównie jako ekspert, doradca...

...albo wcale mnie nie zapraszali (śmiech).

Jak się pan poczuł, wchodząc pierwszy raz jako GGK?

Poczułem się jak u siebie.

Policzyliśmy, że od 1945 roku jest pan 20. szefem geodezji cywilnej w Polsce. Czy któryś z poprzedników jest dla pana wzorem, inspiracją?

Jeśli chodzi o zaangażowanie, to prof. Zdzisław Adamczewski. To jest człowiek oddany geodezji całym sercem, który do dzisiaj bezinteresownie walczy o nasz zawód.

Po tych kilkunastu dniach urzędowania jakie są największe zaskoczenia na plus i na minus?

Zacznę od plusów. W GUGiK mamy obecnie ponad 190 etatów [po niedawnym przejęciu CODGiK – red.]. To duży zespół, w którym zauważyłem już wielu ludzi zaangażowanych w pracę. Sądzę, że jak zostaną odpowiednio pokierowani i dostaną wsparcie, to mogą zrobić wiele pozytywnych rzeczy.

Natomiast zaskoczeniem na minus jest duża dezorganizacja. W mojej opinii ten urząd funkcjonował dotychczas bez właściwej koordynacji. Teraz próbuję to zmienić.

Jakie były pana pierwsze decyzje?

Spektakularnych decyzji jeszcze nie było. Jeśli chodzi o prob­lemy, które podnosiłem od 2013 r., to okazuje się, że 80% z nich będę musiał rozwiązać sam. Taką pierwszą odczuwalną rzeczą jest zmiana w Geoportalu. Oczywiście „życzliwi” na Geoforum.pl zdążyli już skomentować, że „Izdebski zmienił menu i uważa to za sukces”. Tak, wprowadzone zmiany uważam za sukces, bo przez poprzednie lata nie można było tych rzeczy ruszyć. A zmiany są wprowadzane po to, żeby łatwiej było z Geoportalu korzystać. Moi studenci, mimo częstego kontaktu z Geoportalem, nie wiedzieli o wielu elementarnych funkcjach, które były ukryte, i trzeba było mieć wiedzę tajemną, żeby do nich dotrzeć. Będę chciał, aby Geoportal się zmieniał i był coraz bardziej przyjazny dla użytkownika. Na bieżąco będą pojawiały się nowe rzeczy, uruchomiliśmy już np. aktualności. Na pierwszym spotkaniu z pracownikami GUGiK-u zapowiedziałem, że to nie im ma być w urzędzie dobrze, tylko ludziom z zewnątrz ma być dobrze z tym urzędem. GUGiK dotąd często nie widział swoich użytkowników, nie koncentrował się na nich i ja chcę to zmienić.

A czerwone działki z LPIS-u, o których usunięcie z Geoportalu walczył pan kilka lat, jeszcze są?

Nie, już ich nie ma! Miały zniknąć i zniknęły. Wprawdzie warstwę tę można będzie jeszcze przez jakiś czas opcjonalnie włączać, ale czerwone działki nie są widoczne na stałe i nie będą dezorganizować portalu. Poprzedni prezesi bardzo się bali odpowiedzialności za działki z powiatów [tzw. niebieskie – red.], a ja się tego absolutnie nie boję. Uważam, że powinno się pokazywać dane powiatowe i jeżeli będą jakieś uwagi, to już nie problem GGK. Odpowiedzialność za to ponoszą starostowie, którzy muszą wreszcie zdać sobie sprawę z jakości swojego zasobu.

Jakie są trzy najważniejsze punkty z pańskiego planu działania w GUGiK?

Po pierwsze, prawo. Gdyby to zależało tylko ode mnie, już dzisiaj zmieniłbym Prawo geodezyjne i kartograficzne. Nieszczęśliwie się złożyło, że została wycofana ustawa inwestycyjna, która miała wprowadzić pewne ułatwienia, jak zlikwidowanie licencji, wprowadzenie opłaty ryczałtowej czy uwolnienie niektórych danych (np. osnowa). Te powszechnie popierane zmiany chciałbym jak najszybciej umieścić w Pgik. Łatwiej byłoby wtedy wykonywać prace geodezyjne, bez długiego oczekiwania na materiały, a później na przyjęcie operatu. Niestety, użyte w Pgik sformułowanie „bez zbędnej zwłoki” jest nieskuteczne. To też powiedziałem pracownikom na pierwszym spotkaniu, że w moim działaniu „bez zbędnej zwłoki” będzie miało znaczenie dosłowne.

Po drugie, stawiam na rozwój informacji przestrzennej i jej udostępnianie. Rozumiem przez to rozwój Geoportalu, popularyzację tych danych, tworzenie usług, które będą powodowały rozwój społeczeństwa w dłuższej perspektywie. W tym zagadnieniu mieści się też informatyzacja całego zasobu. Te sprawy są mi najbliższe, bo przez lata się nimi zajmowałem. Gdyby GUGiK chciał korzystać z doświadczeń innych, to już dawno można było stworzyć pewne standardy, tak by powiaty nie „odkrywały Ameryki” na nowo. Z mojej wiedzy wynika, że GUGiK nigdy nie wskazał żadnego kierunku rozwoju (przy czym nie chodzi tu o promowanie rozwiązań konkretnych firm). Mało tego, urząd stał się firmą wykonawczą, która produkowała własne oprogramowanie. Oczywiście w sposób nieudolny, kompletnie oderwany od rzeczywistości, bo przecież urząd nie jest od tego. Z kolei w przejętym niedawno CODGiK-u ręcznie wykonujemy wiele czynności, które z powodzeniem mogą być zautomatyzowane. Chcę więc, żebyśmy wreszcie wprowadzali nowoczesne rozwiązania informatyczne.

No i po trzecie, musimy uratować te duże projekty, których założenia krytykowałem od samego początku i sugerowałem wprowadzenie istotnych zmian.

To tylko trzy zagadnienia, ale jest wiele innych spraw, które czekają w kolejce.

Jak konkretnie zabiera się pan do naprawy prawa?

Mamy deklarację ministra, że zmiana ustawy Pgik zostanie wpisana do planu legislacyjnego rządu. Przygotowujemy odpowiedni wniosek i jeśli on zostanie przyjęty, to będzie świadczyło, że proces się rozpoczął.

Będziecie pytać geodetów z terenu, co należałoby zmienić?

Minister w odpowiedzi na niedawną interpelację poselską stwierdził, że nie będzie powoływał żadnego nowego zespołu ds. geodezji. Na razie jest to dla mnie wiążące. Ale nie jest przecież tak, że my mamy jakieś odmienne poglądy od społecznoś­ci geodetów, ani tak, że nikogo o nic nie zapytamy. GGK ma w swoich kompetencjach możliwość powoływania różnych rad i zespołów, więc zapewne znajdzie się jakaś forma dialogu ze środowiskiem.

Problem w tym, że geodeci często mają poglądy odmienne od samych siebie.

Rzeczywiście, w geodezji wyróżniam nie dwie, ale przynajmniej 7 grup interesów reprezentowanych przez różne organizacje. Wiadomo, że wszystkim się nie dogodzi. Natomiast są takie kwestie, które nie budzą większych kontrowersji. No i trzeba sobie zdawać sprawę, że Pgik nie będziemy zmieniać co dwa miesiące ani nawet co dwa lata. Propozycji zmian jest sporo i podczas konsultacji wszystkie organizacje na pewno będą miały okazję się wypowiedzieć.

Czy w nowym zespole doradczym ds. inwestycji i planowania powołanym przez ministra inwestycji nie powinien się znaleźć choć jeden geodeta?

Czynię w tym kierunku starania i wszystko wskazuje na to, że taka możliwość będzie.

I kolejna kwestia – przyjęta przez rząd specustawa mieszkaniowa. Czy jakieś nasze sprawy da się w niej jeszcze uwzględnić? Bo na razie o geodezji się tam w ogóle nie mówi i przez to możemy być hamulcowym zamierzeń rządu.

Na tę ustawę żadnego wpływu nie miałem, ale jeśli będą jakieś możliwości wprowadzenia tych zagadnień, to tego nie wykluczam. Wiem tylko, że specustawa była opiniowana przez środowisko geodetów, m.in. przez SGP.

A co z aktami wykonawczymi na czele z rozporządzeniem o standardach?

Obecnie w planie legislacyjnym są rozporządzenia: ws. państwowego rejestru granic i ws. ewidencji gruntów i budynków, natomiast rozporządzenia ws. standardów nie ma. I to jest spory problem, bo ta regulacja jest ważna dla naszego zawodu i wymaga naprawy. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zebrało niegdyś do niej blisko 500 uwag! Podstawowym mankamentem tego rozporządzenia jest zbytnia szczegółowość w pewnych zagadnieniach. Na przykład opisuje ono niwelację siatkową prawie jak podręcznik, tylko nie wiadomo, dlaczego akurat to.

Ale chyba nie będziemy iść w kierunku rozpisywania na detale pozostałych technologii?

Rozporządzenie powinno być skrócone, bez wypisywania elementarnych rzeczy związanych z wiedzą podręcznikową. To jest wniosek całego środowiska, potwierdzony chociażby w zespole ds. rozwiązań systemowych w geodezji powołanym przez ministra Tomasza Żuchowskiego, w którym miałem okazję kierować pracami podzespołu II [zajmującego się tematem „Geodezja a geoinformacja – nowe wyzwania; określenie standardów, redefinicja systemów informacyjnych państwa” – red.]. Wszystkie wnioski w tym podzespole wypracowaliśmy podczas ożywionych dyskusji w blisko 20-osobowym gronie i one są bardzo zbliżone do tego, co chciałbym zrealizować. Rozporządzenia nie mogą być zbyt szczegółowe, bo później nie nadążają za zmianami. To o standardach funkcjonuje od 2011 r. i mimo licznych błędów i nieścisłości nikt do tej pory nie był w stanie go poprawić. Wprowadzając rozporządzenia zamiast instrukcji, które wydawał GGK, „strzeliliśmy sobie w kolano”.

Podobno były ku temu wskazania prawne.

Podobno były i niby dalej tak jest. Rozporządzenie o standardach wykonywania wszystkich czynności w geodezji, zakresie weryfikacji, zawartości operatu jest jednym z kluczowych dla zawodu. Dlatego będę się chciał nim zająć, choć zdaję sobie sprawę, że „wkładam kij w mrowisko”. Z pewnością powołam zespół, który profesjonalnie przygotuje przepisy, żeby nie budziły żadnych wątpliwości.

Czyli sytuacja wygląda tak, że tego rozporządzenia nie ma jeszcze w planie legislacyjnym, ale będę je chciał tam umieś­cić. Wprawdzie teraz bardziej zależy mi na ustawie niż na rozporządzeniu, ale te procedury mogą przecież przebiegać równocześnie.

Jako punkt trzeci wymienił pan projekty CAPAP, K-GESUT i ZSIN Faza II. Jak zamierza je pan ratować? Są pieniądze i są potrzeby, tylko czy da się je jeszcze jakoś sensownie zgrać?

Musi się dać, choć te projekty są postawione na głowie, a efekty dotychczasowych prac trudno zidentyfikować. Ostatnio finansowanie zostało zmniejszone o 170 mln zł. A w ramach pozostałych funduszy tworzone są kolejne etapy ZSIN, który przecież dotąd nie funkcjonuje. Co gorsza, termin zakończenia projektów przypada w połowie listopada, więc zważywszy na wakacje, czasu praktycznie już nie ma.

Zamierza pan ZSIN jakoś podpierać? Poprzednia GGK wykonała wielki wysiłek, żeby jednak go uruchomić.

Ale jak podpierać? I czy coś z tego wysiłku mojej poprzedniczki wyszło? Zrobię wszystko, co będzie możliwe, żeby nie stracić już pieniędzy, które zostały po cięciach. Niektórzy wołają: ratujmy ZSIN! Ale odpowiedzmy sobie na pytanie, co chcemy uzyskać. Każdy mieszkaniec w swoim starostwie może załatwić sprawy związane z EGiB: dostanie wyrys, wypis itp. Ale z jakiegoś powodu te dane nie mogą trafić do poziomu centralnego, bo rygorystycznie wymagane są informacje, których w powiecie nie ma albo są niekompletne. Czyli na poziomie centralnym wymagamy więcej niż w powiecie. Wymagamy danych idealnych (modelowych), a często te brakujące szczegóły w danych nie wnoszą niczego istotnego do ewidencji gruntów i budynków, tylko powodują problemy, bo nie pozwalają zasilać systemu centralnego.

ZSIN może i nie działa, ale jaką ma tradycję!

Tradycję tak, i okopanie w przepisach prawnych. GGK dostaje pisma z różnych instytucji, które na podstawie różnych przepisów chcą mieć dostęp do ZSIN albo oczekują z niego jakichś danych. Problem w tym, że w systemie są dane tylko z 41 powiatów, i to nieaktualizowane. Dzisiaj nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taką informację uzyskiwać spoza ZSIN, poprzez usługi sieciowe bezpośrednio z powiatów, tylko trzeba wiedzieć, czego dokładnie się chce. Powiat może też przecież raz na jakiś czas przekazywać repliki swoich baz danych do centrali w zakresie niezbędnej na tym poziomie informacji. Tylko że obecna koncepcja ZSIN zakłada niemal równolegle prowadzenie ewidencji na dwóch poziomach: w powiecie i centrali. I zapewne z tego powodu, że założenia są tak skomplikowane, system nie funkcjonuje.

Wie pan już, jak ten problem rozwiązać?

Efekty projektu ZSIN w jakiś sposób zostaną osiągnięte, tylko na razie nie dla obszaru całej Polski, bo nie mamy jeszcze pełnych danych. Kluczowe jest pozyskanie wiarygodnych danych geometrycznych o działkach. Toczą się wprawdzie modernizacje EGiB, ale III i IV transza projektu ZSIN Faza II zostały anulowane, więc to jeszcze potrwa.

Jak w ogóle powinna się odbywać modernizacja? Najpierw cyfryzacja, a potem osobno poprawianie jakości, jak mówi geodeta województwa mazowieckiego Krzysztof Mączewski? Bo obecna modernizacja nie poprawia jakości danych.

Ale cyfryzacja, czyli masowa wektoryzacja map, już była przy LPIS-ie i wystarczy! Teraz wszystko zależy od zaangażowania powiatu, bo na przykład przy modernizacji EGiB w Mińsku Mazowieckim jakimś cudem jakość danych poprawiono. Podstawowy problem w tych projektach polega na tym, że GGK zawiera umowę z firmą X na wykonanie modernizacji w powiecie Y, który łaskawie się na to zgadza. Kontrolę wykonuje firma Z, która została wynajęta przez GGK. Mamy więc 4 podmioty. Nie chcę generalizować, ale w wielu powiatach wykonawca kontaktuje się z GUGiK i kontrolerem. W tym gronie załatwiają sprawy formalne, sprawdzają, wypłacają pieniądze. Powiat, jeżeli chce, to się zaangażuje, ale znam takie, które stały z boku zgodnie z zasadą, że co nam dadzą, to weźmiemy. I na koniec powiat ma przyjąć wszystko, co zrobił wykonawca. Uważam, że to jest źle zorganizowane i na przyszłość trzeba w tym modelu wprowadzić modyfikacje.

Czy lekarstwem na tę bolączkę byłaby zmiana struktury służby geodezyjnej na pionową, hierarchiczną, czy raczej stosowanie innych mechanizmów, które zachęcą powiaty do współdziałania?

W dotychczasowy sposób nie da się tych prac efektywnie przeprowadzić. To powiat powinien dysponować pieniędzmi (one mogą być z projektu finansowanego z funduszy unijnych), powiat powinien podpisywać umowę z wykonawcą, kontaktować się i uzgadniać z nim co trzeba, a rola GUGiK powinna ograniczać się do wydelegowania swojego specjalisty do indywidualnej opieki nad projektem. Mamy tu tak wielu fachowców, że bylibyśmy w stanie wydelegować jedną osobę na jeden czy dwa powiaty. Umówilibyśmy się na pewne efekty, czyli, że powiat jest odpowiednio wspierany, ale w zamian ma do centrali dostarczyć dobrej jakości dane ze swojego terenu albo automatycznie udostępnić je w usługach sieciowych. I to jest moim zdaniem idealne rozwiązanie, bo ludzie na miejscu, znający zasób, najlepiej wiedzą, co trzeba z nim zrobić. Powiat byłby wtedy zadowolony, a GGK nie byłby stroną tych wszystkich porozumień, tylko sprawdzał efekty.

A u nas cyfryzacja zaczyna się od zeskanowania zasobu. Znam powiaty, w których zeskanowano operaty z rozdzielczoś­cią 1200 dpi i żeby sensownie je wykorzystywać, najpierw trzeba tę rozdzielczość zmniejszyć. A ludzie nie mają odpowiedniej wiedzy, nie są wyedukowani. Śmiem twierdzić, że GUGiK przez wiele lat nie zorganizował ani jednej konferencji, która by w przystępny sposób pokazywała metody i kolejność informatyzacji zasobu. W efekcie cyfryzacja odbywa się na zasadzie kopiowania przez kolejne powiaty jakiejś przypadkowej specyfikacji.

Czyli nie jest pan za pionową strukturą administracji geodezyjnej?

Koncepcja struktury pionowej w służbie geodezyjnej przewija się od dłuższego czasu, ale nawet jakby została w jakiś sposób wprowadzona, to nagle nie dostarczy nam wiarygodnych danych o działkach ewidencyjnych. Nie spowoduje informatyzacji zasobu, nic się cudownie samo nie stanie. Tylko tyle, że będziemy mieli zależność w walce o stanowiska. Ktoś będzie mianował 16 geodetów wojewódzkich, ci z kolei będą mianowali powiatowych.

Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Gdyby ktoś się jednak uparł i koniecznie chciał takie zmiany wprowadzać, to najpierw należałoby zobaczyć, jak to wygląda w terenie. Bo są powiaty, w których jest zgłaszanych 300 prac geodezyjnych w ciągu roku, i są takie, w których jest ich 50 tys. To duża dysproporcja. Gdybym więc to ja miał wprowadzać taką strukturę, to wcale nie w układzie powiatowym, bo w wielu miejscach byłoby to nieuzasadnione ekonomicznie. A tu już dotykamy bardzo różnych interesów. Dlatego myślę, że nie ma co zwlekać z informatyzacją w oczekiwaniu na służbę pionową. Trzeba ją robić w takiej strukturze organizacyjnej, jaka jest obecnie.

Pamiętam stwierdzenie jednego z moich poprzedników, gdy rozpoczynał pełnienie funkcji GGK, że powiaty są udzielnymi księstwami. Ja wcale tak nie uważam.

Natomiast na pewno do pilnego rozważenia jest zmiana organizacji służby na poziomie wojewódzkim, co zresztą podnosił nasz podzespół II. Obywatele, a nawet i urzędnicy obecnie często nie wiedzą, kto to jest geodeta województwa, a kto wojewódzki inspektor nadzoru geodezyjnego i kartograficznego. Naturalne skojarzenie jest takie, że geodeci powiatowi podlegają geodecie województwa, a to przecież nieprawda. Dlatego należy się dokładnie przyjrzeć, jakie były przesłanki tworzenia szczebla geodezji na poziomie samorządowym wojewódzkim i jak to wygląda teraz, po 20 latach. Chyba jednak coś należałoby z tym fantem zrobić.

A czy do utrzymania na dłuższą metę jest taki model funkcjonowania branży, w którym geodeta płaci za materiały z ośrodka, a potem bez wynagrodzenia oddaje wyniki włas­nej pracy? I to przygotowane zgodnie z wymaganiami ośrodka, które często znacznie wykraczają poza zakres zamówienia inwestora?

W tym pytaniu padło kilka stwierdzeń, które wymagają sprostowania. Po pierwsze, rzeczywiście geodeta, wykonując prace geodezyjne, płaci za materiały zasobu. Ale wiadomo, że geodeta wykonuje te prace nie dla siebie, tylko dla kogoś. Czyli za materiały płaci pośrednio zleceniodawca. Po drugie, państwo korzysta z takiego przywileju, że dzięki pieniądzom inwestora aktualizuje swoje zasoby informacyjne. To jest fakt. Ale tutaj wyraźnie podkreślam, że to nie pieniądze geodetów są angażowane, tylko pieniądze inwestora.

Zgoda, tak jest.

Wiadomo, że inwestor oczekuje od wykonawcy różnych rzeczy i czasami bywa, że inwestor wymaga więcej niż ośrodek, a czasami odwrotnie. Problem, który widzę i którego na razie nie umiem rozwiązać, pojawia się wtedy, kiedy państwo oczekuje od geodety naprawiania błędów stwierdzonych podczas wykonywanych pomiarów. Natomiast jeśli chodzi o obowiązek przekazywania danych i aktualizacji zasobu, to jest on wpisany w zawód geodety i dla mnie nie podlega dyskusji. Niektórzy wykonawcy widzą tylko czubek własnego nosa, tylko tę działkę, którą pomierzyli, czy mapę do projektu, którą zrobili. Forsują pogląd, że geodeta za każdym razem powinien mierzyć wszystko od nowa. A przecież funkcjonowanie państwa wymaga posiadania pewnych zasobów informacyjnych, które są potrzebne obywatelom do realizacji ich działań czy chociażby samorządom do planowania przestrzennego. Trudno sobie wyobrazić, żeby przed każdym utworzeniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wójt, burmistrz czy prezydent zlecał pomiar całej gminy! A tak by musiało być, gdybyś­my nie mieli żadnych materiałów. Dlatego apeluję do geodetów, żeby nie opowiadali na różnych forach dziwnych rzeczy o tym, że są wywłaszczani z efektów swojej pracy, bo tylko szkodzą tym geodezji. Podkreślam, mapa do celów projektowych nie ma charakteru pracy autorskiej!

Państwo chce mieć dane, to niech przynajmniej ułatwi geodetom ich zbieranie.

Państwo zorganizowało system, który to umożliwia. Z moich szacunków wynika, że na polskiej mapie zasadniczej znajduje się blisko miliard pomierzonych obiektów. Wiem, że można kwestionować jakość tej mapy na niektórych terenach. Ale są takie powiaty, gdzie w każdej chwili dostaniemy w miarę wiarygodny materiał. On nie może służyć do projektowania, bo w takim przypadku musi być lokalna wizja geodety z ewentualną aktualizacją, ale jest wiele różnych zagadnień, do których ta mapa się nadaje, czego przykładem jest chociażby planowanie przestrzenne.

Czyli potwierdza pan, że mapa do celów projektowych koniecznie z wizytą geodety w terenie?

Tak, potwierdzam. Tak było do tej pory i jest to dobre rozwiązanie.

Ale o odejściu od opłat na razie nie ma co mówić?

Możemy to rozważać, tylko że wtedy nie będziemy mieli mechanizmu finansowania geodezji. Obecnie przychody z tytułu udostępniania zasobu w skali kraju sięgają ok. 300 mln zł rocznie, z czego 100 mln zł jest z tytułu zgłaszania prac geodezyjnych. Zwalniając z opłat inwestorów, trzeba by skądś te pieniądze wziąć.

Tylko dlaczego geodeta płaci za każdą rzecz z osobna?

Ale my to właśnie chcemy zmienić! Chcemy przejść na układ ryczałtowy, czyli że płaci się za pracę raz, powiedzmy 90 zł, i ma się wszystko jak all inclusive na wczasach. Utrzymanie dotychczasowego systemu opłat nie jest moją intencją. Byłem pierwszą osobą, która opowiedziała się przeciwko licencjom i za powrotem do opłaty ryczałtowej. Zmiany wprowadzono w lipcu 2014 r., a już we wrześniu na konferencji w Jachrance zwracaliśmy uwagę na występujące nieprawidłowości. Potem były moje dwie petycje publiczne, następnie dwa pisma do pani premier Beaty Szydło, żeby przywróciła stare zasady. Chcę, żeby pieniądze za dane trafiały do funduszu, ale jednocześnie chcę maksymalnie ułatwić wykonawcom pracę. Dla mnie absurdem jest to, że obecnie więcej płaci ten geodeta, który solidnie wykonuje swoją pracę.

Tym bardziej że nie można tej opłaty z góry przewidzieć.

Zapewniam geodetów, że jestem po ich stronie i zdecydowanie przeciw biurokracji. Znam te problemy z praktyki. Dla mnie jest niewyobrażalne, żeby w procesie wykonywania pracy geodezyjnej organ państwa, który czerpie z tego korzyści, stwarzał geodecie jakieś problemy. Powinien być jak najbardziej przyjazny, bo przecież geodeta dostarcza i pieniądze, i dane. Natomiast powtarzam, że w sprawach urzędowych nie ma mowy o prawach autorskich. I nie ma co wywoływać w tej sprawie zamieszania.

A co z weryfikacją prac? Czy powinna mieć ona tylko charakter formalny, czy również merytoryczny?

Jeżeli geodeta dostarcza opracowanie, w którym są elementy dotyczące urzędowych baz danych, to musi być zachowana zgodność z tymi bazami. Nie można przyjąć operatu, w którym są dane niezgodne z bazą. Ale to jest sprawdzenie obiektywne w odróżnieniu od subiektywnych kryteriów: że nie taki kolor długopisu, nie taka teczka czy nie taki opis. Weryfikację prac geodezyjnych należy uprościć do takich czynności, które można zautomatyzować, bo nie może być tak, że wszystko zależy od „widzimisię” weryfikatora. A takie sytuacje, niestety, się zdarzają. Dlatego potrzebne jest określenie jasnych, konkretnych terminów i listy elementów, które mogą być przedmiotem weryfikacji. Najprostszym mechanizmem naprawczym jest doprecyzowanie w prawie, że na weryfikację jest maksymalnie 5 czy 7 dni, i koniec. Weryfikatorzy muszą się w tym terminie wyrobić, nie będą więc mieli czasu na sprawdzanie nieistotnych elementów.

Z kolei wiceminister inwestycji i rozwoju Artur Soboń zgodził się już, że potrzebny jest wykaz elementów, które mają podlegać weryfikacji. Bo jeżeli geodeci chcą wziąć na siebie odpowiedzialność za wykonany pomiar, to nie widzę powodu, żeby sprawdzać jakieś niuanse. Ale jest też kamyczek do ogródka wykonawców, bo znane mi są takie przypadki, że pan X wszystkie prace ewidentnie wykonuje bez wychodzenia w teren. No i przez takich nieuczciwych wykonawców weryfikatorzy w trosce o obywateli sprawdzają wszystkich geodetów. Pytanie, jak skutecznie wyeliminować tych nieuczciwych?

Czy weryfikator może nie mieć uprawnień zawodowych?

Jeżeli miałby sprawdzać tylko formalne związki między obiektami, to uprawnienia nie są potrzebne. Bo taka weryfikacja może się odbywać w dużej części automatycznie.

Natomiast w obecnej sytuacji powinien posiadać uprawnienia, ale to jest też kwestia związana z finansami samego powiatu, na co ja kompletnie nie mam wpływu.

A jaki jest pana stosunek do dorabiania przez urzędników? Czy można być do godz. 15 urzędnikiem, a po 15 prywatnym wykonawcą, i nie będzie to wpływało na pracę w urzędzie?

To jest trudna sprawa, nie bardzo wiem, jak ją rozwiązać. Z jednej strony taka osoba jest lepszym fachowcem i rozumie wykonawców, ale z drugiej może wykorzystywać swoje stanowisko do nieuczciwej konkurencji, a nawet do zdominowania rynku, szczególnie w małych powiatach. Trudno się dziwić, że obywatel woli przyjść ze zleceniem do urzędnika, który mu zagwarantuje sprawne i terminowe wykonanie pracy, niż do wykonawcy prywatnego, który niczego zagwarantować nie może.

Staram się pokazać różne punkty widzenia i chętnie poznałbym stanowisko urzędników w tej sprawie, bo na razie wypowiadają się sami wykonawcy. Trzeba to spokojnie rozważyć, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Zwolnienie dzisiaj z geodezji powiatowej wszystkich fachowców, którzy dorabiają, doprowadziłoby do katastrofy. Ale na pewno sytuacje patologiczne powinno się eliminować. Jeżeli ktoś wie o takich sprawach, to są odpowiednie organy państwa, do których należy je zgłosić. Gdyby kilka przypadków zostało nagłośnionych, w innych miejscach by się takich nagannych zachowań wystrzegano.

Jakie jest pana zdanie na temat uprawnień dla geodetów i propozycji obowiązkowego ustawicznego dokształcania?

Uprawnienia są w geodezji od wielu lat, porządkują trochę rynek i na pewno podnoszą świadomość prawną geodetów, szczególnie przed egzaminem. Uczelnie nie są w stanie tego otoczenia prawnego w wystarczającym stopniu nauczyć, a poza tym ono się przecież szybko zmienia. Dlatego uważam, że uprawnienia powinny pozostać.

Natomiast co do ustawicznego kształcenia, to nie bardzo sobie to wyobrażam. Znam wielu geodetów, którzy są fachowcami i nie trzeba ich namawiać do rozwijania się w zakresie technologii czy przepisów. Najpierw należałoby więc sprecyzować, jak dokształcanie ma wyglądać. Do przeszkolenia byłaby wielka rzesza ludzi, nawet jakby miało się to odbywać w cyklu 2- czy 3-letnim. Nie wiem, kto miałby te szkolenia organizować i kto miałby tam wykładać. Na szczęście nie muszę znać odpowiedzi na wszystkie pytania (śmiech).

Czy popiera pan porozumienie organizacji geodetów i Apel 45? Większość z tych wniosków już omówiliśmy.

Generalnie z tymi postulatami się zgadzam, ale na niektóre nie mam wpływu, czego przykładem jest napisanie nowego prawa geodezyjnego. GGK to nie minister. Chcę się zajmować tym, na co mam realny wpływ. Inna sprawa, ile trwałoby napisanie nowej ustawy i na ile ona byłaby dopracowana. Bo choroby wieku dziecięcego są najgorsze.

To znaczy, że nie jest pan zwolennikiem zaorania „komunistycznego” Pgik i napisania go od nowa? Ponadto na skutek licznych nowelizacji ustawa bardzo się zawikłała.

Zdecydowanie jestem za nowelizacją. Nic nowego, lepszego nie wymyślimy. Najwięcej hałasu w tej sprawie podnoszą organizacje, które twierdzą, że panuje wyzysk geodetów i że to są komunistyczne zaszłości, co jest zupełnie bez sensu. Natomiast są pewne kwestie, które należałoby w geodezji poprawić, żeby sprawniej funkcjonowała. I rzeczywiście prawniczy język wymaga dużego doświadczenia, żeby sprawnie się w ustawie poruszać. Jest na przykład sporo odniesień do ustawy o IIP wprowadzonych w 2010 r. i dlatego Pgik trudno się czyta. Ale to nie znaczy, że drogą nowelizacji nie można tych rzeczy wyczyścić.

Tak więc prawie wszystkie postulaty Apelu 45 popieram, ale do nowego Pgik nie jestem przekonany.

Jeśli chodzi o plan zamówień publicznych GUGiK, to będzie pan próbował jakoś te fundusze zwiększać? Bo ostatnio skurczyły się dramatycznie ze 156 mln zł w 2017 r. do zaledwie 20 mln zł w 2018 r.

Podejście biznesowe wskazuje, że jednak będę chciał mieć w urzędzie pieniądze do dyspozycji, bo to daje lepsze możliwości zarządzania.

Czy coś już wiadomo na temat wyników konkursu na zastępców GGK?

Konkurs nadal jest w toku, ale zastępcy powinni być wybrani jeszcze pod koniec czerwca. Natomiast za wszystkie kwestie geodezyjne to ja jestem i będę nadal odpowiedzialny. Jeśli chodzi o sprawy osobowe, wkrótce będzie też nowy zastępca dyrektora Departamentu Informacji o Nieruchomościach.

Ponadto będę się starał szybko powołać zespoły zewnętrznych fachowców do rozwiązywania konkretnych problemów. Jako pierwszy powstał zespół ds. wykorzystania danych PZGiK w infrastrukturze informacji przestrzennej. Natomiast Państwowa Rada Geodezyjna i Kartograficzna, organ doradczy GGK, będzie liczyła około 40 osób, czyli znacznie więcej niż poprzednia.

Czy samorząd zawodowy jest dla pana do przyjęcia?

Cieszy mnie, że stanowiska organizacji geodezyjnych w tej sprawie zaczynają się zbliżać. Z mojego punktu widzenia byłoby dobrze, jakby samorząd zawodowy powstał, bo odpadłoby mi wiele zadań związanych z nadawaniem uprawnień zawodowych. W Pgik jest zapisane, że GGK zajmuje się tymi sprawami do czasu utworzenia samorządu. Z przyjemnością więc te kompetencje oddam i skupię się na innych zadaniach. Ale ja samorządu nie stworzę, muszą to zrobić geodeci. Zastanawiam się też, czy środowisko jest w stanie taki ciężar udźwignąć.

Rozmawiała Katarzyna Pakuła-Kwiecińska


«« powrót

dodaj komentarz

KOMENTARZE Komentarze są wyłącznie opiniami osób je zamieszczających i nie odzwierciedlają stanowiska redakcji Geoforum. Zabrania się zamieszczania linków i adresów stron internetowych, reklam oraz tekstów wulgarnych, oszczerczych, rasistowskich, szerzących nienawiść, zawierających groźby i innych, które mogą być sprzeczne z prawem. W przypadku niezachowania powyższych reguł oraz elementarnych zasad kultury wypowiedzi administrator zastrzega sobie prawo do kasowania całych wpisów. Użytkownik portalu Geoforum.pl ponosi wyłączną odpowiedzialność za zamieszczane przez siebie komentarze, w szczególności jest odpowiedzialny za ewentualne naruszenie praw lub dóbr osób trzecich oraz szkody wynikłe z tego tytułu.

komentarze news_pl
rozmarzony zazwyczaj z mała doza aprobaty przyjmuję twoje wypowiedzi, ale tutaj albo nie wychwyciłem ironii, albo nie rozumiem twojego wywodu. Rozumiem, że umiejętność dostosowania się poprzez np. jak piszesz: stworzenie aplikacji lepszej tańszej i robiącej więcej jest chyba co do natury rzeczy pożądaną cechą? W końcu przedsiębiorcze jednostki generują PKB. Ale już następne zdanie o wżenianiu się w urzędnicze rodziny, szukanie luk w systemie itd jakby temu przeczy. Oświecisz mnie?
 1 
odpowiedz zgłoś
@Geo1000 po prostu trzeba robić swoje. Bo przecież wzorem obecnego GGK można odnieść w tym systemie sukces zarówno komercyjny, jak i polityczny. Teraz trzeba napisać taką aplikację, która będzie tańsza i lepsza dla gmin i powiatów, będzie obsługiwać GML-e i formaty z innych aplikacji (do czasu całkowitego przejęcia rynku powiatów), będzie przydatna wykonawcom, w tym np. będzie liczyć wektory postprocesingu, integrować pomiary GNNSS i klasyczne, tworzyć zestawienia punktów do operatu, operaty, wykazy zmian itd. Po prostu trzeba jakiś się nauczyć wykorzystywać luki systemu, może wżenić się w jakąś urzędniczą rodzinę, jak nie masz wujka geodety powiatowego. Bo jak widać, wielu się to udaje i nie marudzą, nie chcą zmian, bo po co im one.
 1 
odpowiedz zgłoś
No co najlepiej się przebranżowić ze znajomością geodezji?? Może ma ktoś jakieś przemyślenia??
odpowiedz zgłoś
A mury runa runa A mury runa runa. Armie czerwona pozegnalismy to i ten system skamienialy i postkomunistyczny pozegnamy w koncu. W ilu rozwinietych krajach w ten zawod jest tak zorganizowany jak w polsce ??? W ilu krajach powaznych panstwo nacjonalizuje zebrane dane bez zaplacenia za nie ??? Jak mozna komus odbierac pod przymusem wytworzony produkt?? Komuny nie ma co naprawiac tylko sie ja likwiduje zeby panstwo i narod byl zdrowy.
 4 
 7 
odpowiedz zgłoś
@rozmarzony Komuch zaprojektowały geodezję w Polsce i teraz się z nią meczymy.
 4 
 4 
odpowiedz zgłoś
Róbcie swoje Czy urzędnik, który ma własną działalność, teoretycznie wykonujący prace poza swoim powiatem, robi swoje, czy raczej moje? Czy naczelnik wydziału, często pierwsza instancja w sprawach spornych, decydujący tez o przyjęciu lub nie operatu geodety jest zarazem biegłym sądowym z dziedziny geodezji, robi swoje? Czy starosta, przetwarzający pierworysy z 1982r robi swoje, nigdy nie zlecając aktualizacji mapy zasadniczej, tak kluczowej dla funkcjonowania państwa? Dlaczego, skoro to takie ważne, nie zleca się tych pomiarów, tylko czeka się na inwestorów prywatnych i od nich wymaga się "dziwnych rzeczy", których nawet nie widzą (obiektowe mapy, atrybuty)? Może dlatego, że to totalna głupota, robić pomiary i utrzymywać mapy tam, gdzie zupełnie nie są potrzebne? A dlaczego administracja nie robi swojego, tylko wpycha się w nasze, wykonawców? Gdzie są okresowe weryfikacje obrębów ewidencyjnych, zamiast robiąc "modernizacje" z ortofoto nawet tam, gdzie są dane i kamienie? Jak tu wyjść na swoje?
 2 
 4 
odpowiedz zgłoś
Dla mnie bezetki to podstawa sukcesu na rynku. A wy rubcie jak chcecie. Mierzecie jak najwięcej - łatwiej dla mnie.A kamyczków się nie boje. Zastraszyć się nie dam. Za komuny też nas straszyli i co upadła - Tak samo będzie z Mz. Pozdrawiam
 2 
 1 
odpowiedz zgłoś
@Rafi Pracowałem na inwestycjach w Polsce i za granicą. Za granica jest łatwiej. Twoje umiejętności są pozorne w Polsce nie miał byś szans na inwestycji tu trzeba wymiatać aby się nie wysypać. W Polsce trzeba zrobić dobrze robotę w terenie i odpowiednie papiery dla nadzoru a wszystko na granicy opłacalności. To są bardzo niekorzystne warunki do pracy a margines błędu praktycznie nie istnieje.
 1 
 3 
odpowiedz zgłoś
W,I. #===0 No takiego wała, przecież ta osoba ziformatyzuje i zabazuje całą geodezję. Stanie się jeszcze gorzej, ten zawód należy UWOLNIĆ!
 3 
 4 
odpowiedz zgłoś
Uprawnienia Własnie w tym rzecz, ze posiadane umiejetnosci i doswiadczenie zdobylem za granica. Ale przez uprawnienia, ktorych nie posiadam powrot do Polski i bycie geodeta nie wchodzi w gre.
 1 
 2 
odpowiedz zgłoś
@uwielbiam te wasze rozmowy chaos to już dawno jest - od 1953 roku - tylko większość uprawnionych stara się tego nie widzieć bo to utrudniłoby znacząco pracę. Urzędnicy to już w ogóle nie chcą widzieć bo by im urzędy się zapadły. Dlatego dawajcie jak najwięcej atrybutów i symboli to nie będzie czasu na rozsądek. Gdyby dać geodetom prawdziwe uprawnienia to sytuacja sama by się szybko naprawiła - i mapy byłby tańsze [bo szybciej -czas to pieniądz], lepsze [bo pańskie oko konia tuczy] i wiele jeszcze by dobrego się stało. Obecne uprawnienia są jak kartki na towary w PRL - i tak dostaniesz to co ci sklepowa da a nie co chcesz.
 2 
 4 
odpowiedz zgłoś
Uprawnienia to nie jest zly system W krajach taki jak Australia czy nowa Zelandia geodeta uprawniony to synonim doswiadczony. W krajach gdzie są uprawnienia, zdobycie ich dla wyksztalconych i doswiadczonych geodetów to raczej gormalnosc. W PL uprawniony to osoba która wykula na blache ciagle zmieniające przepisy bo doświadczenia to nie musi miec.
 3 
 8 
odpowiedz zgłoś
uwielbiam te rozmowy czy w takim razie też jesteś za likwidacją uprawnień?
 1 
 2 
odpowiedz zgłoś
Młodzi geodeci wy nie rozumiecie idei uprawnień oraz weryfikacji, gdyby nie one już dawno zapanował by chaos w bazach danych.
 8 
 6 
odpowiedz zgłoś
Nie lekceważył bym Leszka który dysponuje jak sam twierdzi potężną armatą w postaci OZZG
 1 
 1 
odpowiedz zgłoś
Leszek to może co najwyżej gniewnie kiwać palcem w bucie.
 2 
odpowiedz zgłoś
Rafi celnie podsumował skoro jest weryfikacja i ośrodki to można w drugą stronę, to zostawić a zlikwidować uprawnienia, niech każdy mierzy jak chce, a ośrodek go sprawdza. Skończy się sen o mierniczym przysięgłym, pieczątkowanie emerytów i tupanie nóżką Leszka, bo już jak równy z równym sprzątaczka w starostwie będzie mu weryfikować operat, a on będzie tyle razy poprawiał, ile zrobił błędów. Jak będzie mimo braku uprawnień robił 0 błędów, to będzie szybko sprawnie i za pieniążki dobrze żył.
 2 
 2 
odpowiedz zgłoś
@Rafi Jeśli umiesz to zrobić o czym piszesz a nie tylko patrzyłeś jak inni to robią to za granicą będziesz zarabiał godziwe pieniądze.
 1 
odpowiedz zgłoś
@Rafi Właśnie po to są uprawnienia w Polsce aby młodzi pracowali na starych. Gdyby zdelegalizować uprawnienia to by nikt normalny (nie licząc geodezyjnych miernot) nie pracował u kogoś tylko następnego dnia pracował na własnej działalności. Nie oszukujmy się starzy geodeci nie potrafią mierzyć tylko pieczątki przystawiać. Uprawnienia i weryfikacja są największą bolączką geodezji - zakłócają naturalną wolnorynkową konkurencję. Gdyby nie było uprawnień to Godziady szybko przekwalifikowali by się na zbieranie butelek i złomu.
 6 
 8 
odpowiedz zgłoś
Uprawnienia Po co sa te uprawnienia? Uwzam,ze sa utrzymywane tylko po, zeby blokowac dostep do wykonywania zawodu osobom, ktore ich nie maja. Mam piecioletnie doswiadczenie geodezyjne przy obsudze duzych inwestycj: tunelowanie TBM, zakladanie i pomiar osnowy, kontrola deformacji i przemieszczeni itp. Wedug polskiego prawa nie jestem geodeta i nie moge wykonywac zawodu w Polsce Dziekuje
 4 
 4 
odpowiedz zgłoś
Swemu ojcu też tak powiesz ?
 1 
 2 
odpowiedz zgłoś
@uwielbiam te wasze rozmowy Nie wspomniałeś o woni moczu i naftaliny...
 1 
 1 
odpowiedz zgłoś
skoro leśne dziadki to dobrze. Po pierwsze ekolodzy bo lubią las, po drugie patrioci bo wspomagają rozwój demograficzny tego kraju, rozumiecie żeby być dziadkiem trzeba być ojcem. I to w czasach gdy nie było 500 . :):)
 3 
odpowiedz zgłoś
@Lol 2/3 Wszystkich geodetów to Leśne Dziadki.
 3 
 2 
odpowiedz zgłoś
Panie Waldku Pan się nie Boi 2/3 leśnch dziadków murem za Panem stoi
 1 
 1 
odpowiedz zgłoś
I tak to ma wyglądać robi dobry pijar że niby jest przedstawicielem wykonawstwa, mówi: "jestem jednym z was i znam wasze problemy, jak bym mógł to bym zmienił prawo choćby dziś" a z drugiej strony w sposób niejawny umacnia system i go betonuje. To jest socjalizm i w tym wywiadzie to potwierdził, dalej ma być tworzony system na koszt i siłami geodetów.
 1 
 3 
odpowiedz zgłoś
socjalizm "Trudno sobie wyobrazić, żeby przed każdym utworzeniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego wójt, burmistrz czy prezydent zlecał pomiar całej gminy!" no popatrz Pan, a tak jest za darmo, może niech te plany robią za darmo i niech wszystko będzie za darmo? Będzie lepiej
 1 
 4 
odpowiedz zgłoś
socjalizm "W tym pytaniu padło kilka stwierdzeń, które wymagają sprostowania. Po pierwsze, rzeczywiście geodeta, wykonując prace geodezyjne, płaci za materiały zasobu. Ale wiadomo, że geodeta wykonuje te prace nie dla siebie, tylko dla kogoś. Czyli za materiały płaci pośrednio zleceniodawca. Po drugie, państwo korzysta z takiego przywileju, że dzięki pieniądzom inwestora aktualizuje swoje zasoby informacyjne. To jest fakt. Ale tutaj wyraźnie podkreślam, że to nie pieniądze geodetów są angażowane, tylko pieniądze inwestora" Przedsiębiorcy nie powinni martwić się wysokimi podatkami bo przecież podatki płacą pieniędzmi kupujących/nabywców/kontrahentów
 1 
 7 
odpowiedz zgłoś
. "Zwolnienie dzisiaj z geodezji powiatowej wszystkich fachowców, którzy dorabiają, doprowadziłoby do katastrofy" oraz "Dlatego apeluję do geodetów, żeby nie opowiadali na różnych forach dziwnych rzeczy o tym, że są wywłaszczani z efektów swojej pracy" to jakby ktoś miał nadzieje na jakieś zmiany
 7 
odpowiedz zgłoś
Dziwne rzeczy i opowieści Przydałoby się kiedyś zorganizować takie rzetelne zestawienie, jak te dziwne rzeczy są zorganizowane w różnych krajach Europy i nie tylko. Może jakiś wykład, spotkanie koła naukowego w tym temacie, może artykuł w prasie z taką tabelką, jakie np. od czasu do czasu pojawiają się z porównaniem GPS-ów czy tachimetrów, gdzie zamiast instrumentów będą kraje, a w wierszach pozycje: mapa zasadnicza, ewidencja gruntów, kataster, sposób integracji mapy z KW, sposób wykonania mdcp, sposób ustalania granic, procentowy udział urzędu i firm prywatnych w tych czynnościach, ilość geodetów w sektorze prywatnym i publicznym, ilość nowego sprzętu w przeliczeniu na geodetę, marki samochodów używanych do pracy. Może dowiemy się wreszcie, co jest normą, a co dziwactwem i jakie są te dogmaty i niezaprzeczalne potrzeby naszego państwa, dość ubogiego na tle światowej czołówki? Bo zapewne wszyscy się w jakimś procencie mylimy w tym naszym zoo.
 6 
odpowiedz zgłoś
" Dlatego apeluję do geodetów, żeby nie opowiadali na różnych forach dziwnych rzeczy o tym, że są wywłaszczani z efektów swojej pracy, bo tylko szkodzą tym geodezji. Podkreślam, mapa do celów projektowych nie ma charakteru pracy autorskiej!" Leszku najwyższa pora zrewidować swoje mylne poglądy i publicznie przeprosić.
 6 
 4 
odpowiedz zgłoś
Panie Izdebski, jako czlowiek nauki, powinnien Pan wiedzic jakie sa tendencje rozwojowe w dziedzinie pomiarów geodzyjnych, a jak pan nie wie to proszę się doedukowac. W UK tradycyjna mapa projektowa jest wypierana przez chumrę punktów z wektoryzacją 3D wybranych elementów. Wraz z wdrażaniem technologi BIM, skanowanie jest wręcz standardem. Związku z tym polska mapa zasadnicza to relikt minionej epoki. Skoro twierdzi Pan,że dzięki pieniądzom inwestora aktualizowane są zasoby to proszę wymagac finalnych materaiłow od inwestorow a nie od poszczególnych geodetów.
 4 
 9 
odpowiedz zgłoś
Rzucaniem Kamyczkiem i karanie a następnie nagłaśnianie ukaranych i wystawienie do publicznego przykładu nie jest sposóbem na poprawę sutuacja w geodezji. Ludzie chcą zarabiać więcej. Lepiej Mniej danych za to bardziej rzetalnych i mniej urzędników ale dobrze opłacanych. Moim zdaniem wybrali Pana aby uspokoić środowisko, że niby przedsiębiorca, geodeta,swój itp.
 1 
 4 
odpowiedz zgłoś
czyli weryfikacja atrybutów obiektów baz danych to nasza przyszłość. Budynek nadal będzie miał 20 atrybutów itd... Spektakularnych zmian to raczej nie będzie:/ Geoportal ma się rozwijać. Liczyłem na więcej, ale może trzeba czasu...
 1 
 3 
odpowiedz zgłoś
Pies Bez Pana który go karci i karmi też świata bez niego sobie nie wyobraża.Podobnie z geodetami
 2 
 1 
odpowiedz zgłoś
xxx no i tu jest pies pogrzebany, jakby geodeta był szybkim zawodem to by się ze wszystkim wyrabiał, a tam k całe życie udręka, nie ważne jaki pan będzie... geodeta niczym nie różni się od chłopa pańszczyźnianego, po porostu nie wyobrażany sobie życia bez ciemiężenia.
 2 
 2 
odpowiedz zgłoś
Król Ula PAN Waldemar WI "Ale jest też kamyczek do ogródka wykonawców, bo znane mi są takie przypadki, że pan X wszystkie prace ewidentnie wykonuje bez wychodzenia w teren. No i przez takich nieuczciwych wykonawców weryfikatorzy w trosce o obywateli sprawdzają wszystkich geodetów."-Tak Panie Waldemarze najlepiej w trosce o obywateli każdemu geodecie zainstalować obrożę pod prądem- jak będzie przynosił mało danych to weryfikator wciska guzik i wszystkie pszczółki porażone pracują szybciej i przynoszą do ula WI więcej pomierzonych danych. Geodeta to wolny zawód-podobno
 2 
 3 
odpowiedz zgłoś
Uwaga uwaga!!! PW ogłasza dodatkowy nabór na nowo powstały kierunek astrologia na wydziale geodezji. Wykłady będzie prowadził Wróżbita Maciej.
 2 
odpowiedz zgłoś
@WI "Ale jest też kamyczek do ogródka wykonawców, bo znane mi są takie przypadki, że pan X wszystkie prace ewidentnie wykonuje bez wychodzenia w teren. No i przez takich nieuczciwych wykonawców weryfikatorzy w trosce o obywateli sprawdzają wszystkich geodetów." Takie bajki to swoim studentom opowiadaj.
 3 
 5 
odpowiedz zgłoś
Dlaczego pisarze nie zrzucają się na utrzymanie bibliotek publicznych???
 2 
 6 
odpowiedz zgłoś
! Postuluje wprowadzenie interwencyjnych skupów operatów.
 6 
odpowiedz zgłoś
dramat - proponuje się powołanie specjalnej komisji do spraw zbadania finansowanie zasobu przez inwestorów, proponuje się skład taki sam jak składy poprzednich komisji. Będą wyciągnięcie wnioski tak szybko jak to będzie możliwe, mając jednak na uwadze trudną materie nie wcześniej JEDNAK niż przed zmianą ustawy o zmianie ustawy PGiK.
 3 
odpowiedz zgłoś
"Zgoda, tak jest" - :-D To już teraz rozumiem skąd się bierze taki a nie inny poziom merytoryczny "Geodety". I to już nawet nie chodzi o usankcjonowanie nieuprawnionego skrótu myślowego nie mającego nic wspólnego z realiami prawa. Bo gdyby zacząć go stosować w praktyce to trzeba by wyrzucić do kosza całe prawo zobowiązaniowe na którym stoi cała gospodarka i relacje ekonomiczne. Ale ta milcząca zgoda, jak to się fajnie zgodzili rozmówcy, na finansowanie zasobu przez inwestorów to już jawna kpina z prawa i poczucia przyzwoitości. To jest przecież ABC legislacji, że regulacje nakładające obciążenia publiczne muszą być tworzone w sposób jawny, jednoznaczny i w drodze ustawy podatkowej. Ale rozumiem że drążenie tematu mogłoby być widziane niemile przez GGK, a chyba chodziło głównie o to żeby było miło. Na bazie miłej atmosfery tworzy się przecież współpraca z która przynosi potem obopólne korzyści. ;-)
 1 
 7 
odpowiedz zgłoś
dramat popieram - geodeci podnoszący głos o konieczności zakupu kilku programów do codziennej pracy w różnych ośrodkach a to turbomapa, geomapa, ewmapa i co ta jeszcze powinni natychmiast być pozbawienie możliwości wykonywania zawodu, gdyż się nie znają
 1 
 3 
odpowiedz zgłoś
dramat zgadzam się z : -jako urzędnik państwowy mam prawo dorabiać sobie do pensji geodety powiatowego to przecież niecałe 100 000 zł rocznie, -potrzeba czasu około 2-3 lata na naprawienie wszystkiego co się da, -oczywiście, że weryfikator nie potrzebuje uprawnień przecież sporą cześć robi automat, o co wam chodzi? -opłata ryczałtowa all inclusive 100 zł ale tylko dla wykonawców nie dla urzędników -nie widzę potrzeby dekomunizacji zawodu (sami wybitnie specjaliści) -samorząd zawodowy jak najbardziej, sam mogę mianować się przewodniczącym -uprawnienia zawodowe tak!ale po zmianach,min. skrócenie czasu praktyki zawodowej z 2 lat do 5 lat, skrócenie czasu rozpatrywania podań ich nadania (tylko lepszą organizację) z 6 miesięcy do 12 miesięcy - wprowadzanie stałej pensji dla geodetów uprawnionych (płatna przez tych poza organizacjami..) - powołanie kolejnych zespołów jest pożądane do SUTU, SITU, ZSIN masakra
 1 
 4 
odpowiedz zgłoś
gorzej jak z kobitami od trzech lat słyszę, że mamy nadprodukcję geodetów, połowa absolwentów na zmywak do Irlandii, a ci co zostają biorą z ukłonem 700zł na rękę w trzyliterowej warszawskiej firmie co to ma kamienice na rogu. A tu nagle ktoś straszy deficytem geodetów. To jak jest w końcu?? Może tak jak pisał Geodeta, podaj jakieś źródło, albo podaj namiar do dilera, bo towar musi mieć przedni.
 4 
 1 
odpowiedz zgłoś
Wywiad Wywiad opublikowany prawie w całości aby wykonawcy mogli przeczytać jakie zmiany się szykują - czyli żadne. Ciekawe co zrobi nastepca Waldemara jak deficyt geodetów zagrozi gospodarce
 4 
odpowiedz zgłoś
@??? Trzeba zapytać wykonawców czy rzeczywiście jest brak poparcia i powiaty dlaczego popierają. To twoja teoria, więc ją może rozwiń, skąd czerpiesz wiedzę i fakty?
 1 
 2 
odpowiedz zgłoś
@Geodeta To jak wytłumaczysz brak poparcia Izdebskiego u wykonawców a duże poparcie w powiatach?
 1 
 3 
odpowiedz zgłoś
nie traciłbym nadziei obecny GGK różni od dwóch poprzedniczek i poprzednika naukowco-samorządowca, że przyszedł z biznesu, w którym działał w skrajnie niekorzystnych warunkach. W związku z tym prawdziwe mogą być opowieści, że nie tak łatwo przechodzi u niego "nie da się". Współczuć można jedynie niektórym pracownikom gugik, którzy przez lata nauczyli kadrę zarządzającą, że zrobią wrzutkę z paradygmatów, pryncypiów, kamieni milowych i artefaktów i nagle kadra zarządzająca daje im spokój bo oni robią "bardzo-ważne-rzeczy":)
 2 
 6 
odpowiedz zgłoś
Brak słów Moze tymrazem zaden geodeta nie wystartuje i pan geolog bedzie mogl wygrac konkurs.
 1 
odpowiedz zgłoś
poszukują znów zastępcy prezesa w GUGiKu. Może ktoś z lokalersów wystartuje ? Pewnie wybraniec znajduje się już w jednym z zespołów ;)
 1 
odpowiedz zgłoś
Nie od dziś wiadomo że każde posunięcie GUGiku musi mieć akceptację Adamczewskiego...
 2 
 2 
odpowiedz zgłoś
samorząd JULES.Jak do tej pory to tylko leśne dziadki chcą samorządu.Nie chce go SGP i nie chce go wbrew swoim twierdzeniom GGK. Pożyjemy ,zobaczymy
 1 
odpowiedz zgłoś
Waldek ma jedno główne zadanie wo wykonania uspokoić wykonawców pozorowanymi działaniami. Geodezja kończy, coraz więcej geodetów się przebranżawia, młodzi nie chcą już studiować tego kierunku. Biurokracja coraz bardziej doskwiera - przyłącze na 4 punkty leży 2 miechy na półce. I teraz Waldek ma za zadanie reanimować tego trupa.
 3 
 8 
odpowiedz zgłoś
Jules nie ciesz się tak, samorząd zawodowy to jeszcze gorsze, bo wasze leśne dziadki. Tylko te wasze leśne dziadki będą żerować na was, aż się będziesz oblizywał. Samorząd musi funkcjonować ze składeczek. Obecne dziadki tylko siedzą w komisjach i nie ma zbyt wiele miejsca do brania pod stołem. A tak będzie eldorado.
 1 
 2 
odpowiedz zgłoś
Przekazane udziały i jest wszystko ok. Nie ma konfliktu interesów. Dziwne pytanie Pani Redaktor.
 3 
 3 
odpowiedz zgłoś
Brawo Pan Waldek ostatnie pytanie - czyli jest zielone światło dla samorządu. I co leśne dziadki? Koniec monopolu
 3 
 4 
odpowiedz zgłoś
58 komentarzy



wiadomości

słowo kluczowe
kategoria
rok
archiwum
Mapa Miejsc Pamięci Narodowej
czy wiesz, że...
© 2005-2021 Geodeta Sp. z o.o.
created by BRTSOFT

O nas

  • Właścicielem portalu Geoforum.pl jest Geodeta Sp. z o.o., wydawca miesięcznika GEODETA oraz serwisu egeodeta24.pl
  • Geoforum.pl jest portalem internetowym i obszernym kompendium wiedzy na tematy związane z geodezją, kartografią, katastrem, GIS-em, fotogrametrią i teledetekcją, nawigacją satelitarną itp. Od 2005 roku na bieżąco dostarcza informacji z powyższych dziedzin i umożliwia ich komentowanie.
  • GEODETA (Magazyn Geoinformacyjny) ukazuje się od czerwca 1995 roku i jest największym oraz najbardziej popularnym polskim miesięcznikiem prezentującym aktualne zagadnienia z zakresu: geodezji, kartografii, katastru, GIS-u, fotogrametrii i teledetekcji, nawigacji satelitarnej itp.
  • GEODETA cyfrowy to elektroniczna wersja tradycyjnego wydania miesięcznika. W serwisie egeodeta24.pl można zamawiać zarówno prenumeratę, jak i pojedynczne wydania

Zespół redakcyjny

  • Katarzyna Pakuła-Kwiecińska (redaktor naczelny)
  • Anna Wardziak (sekretarz redakcji)
  • Jerzy Przywara
  • Jerzy Królikowski (redaktor prowadzący Geoforum.pl)
  • Damian Czekaj
  • Bogdan Grzechnik

Kontakt

Geodeta Sp. z o.o.
02-541 Warszawa,
ul. Narbutta 40/20
tel. (22) 849-41-63, 646-87-44
redakcja@geoforum.pl
prześlij newsa

Prenumerata
prenumerata@geoforum.pl
egeodeta24@geoforum.pl
Reklama
k.kwiecinska@geoforum.pl

facebook twitter linkedIn Instagram RSS