Tryb off-line (tryb rozłączny) stosowany podczas współpracy wykonawcy prac geodezyjnych z centrum przechowywania i archiwizacji dokumentacji geodezyjnej (obecnie nazywanym ośrodkiem dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej, ODGiK) jest znany od dawna. Niegdyś wykonawca, finalizując opracowanie, przychodził do ODGiK, siadał przy wskazanym stoliku i ręcznie uzupełniał wizualizację danych na mapie papierowej (zwanej także pierworysem). Ówczesną bazą danych były rzędy półek z operatami, które do dziś można spotkać w ośrodkach. Niektóre ośrodki udostępniały te operaty i pierworysy na zewnątrz, np. przy realizacji tzw. odnowień EGiB lub przy dużych pomiarach uzupełniających mapę zasadniczą. Co istotne, w czasie, gdy pracownik ODGiK czy geodeta wykonawca pracował na tych pierworysach, nikt inny nie mógł z nich korzystać (ani do aktualizacji, ani tylko „do odczytu”). Tak właśnie wyglądał tryb off-line jeszcze do niedawna.
• Nadal manufakturaObecnie technologie się zmieniły i geodezja ze swoją dokumentacją, wynikami opracowań i wszelkiego rodzaju raportami została przeniesiona do wirtualnego świata komputerów. Wydawałoby się, że ograniczenie wynikające z braku możliwości jednoczesnego dostępu do pierworysu zniknęło. W praktyce jednak nie jest to takie proste.
Mimo że od ponad ćwierćwiecza „na końcach” procesów związanych z opracowaniami geodezyjnymi szaleją najbardziej przemyślne rozwiązania komputerowe, to jednak kiedy dochodzi do wymiany danych pomiędzy wykonawcą opracowania geodezyjnego a ośrodkiem, nadal zupełnie dobrze ma się technologia, którą pamiętają weterani zawodu. Czyli jeśli wykonałeś robotę w terenie, a potem ewentualne obliczenia (nawet korzystając z komputerowych narzędzi dostępnych na rynku), to teraz przynieś „robotę” do ODGiK, którego pracownicy wprowadzą ją do bazy danych. Uwzględnią przy tym (na co głównie chcę w tym artykule zwrócić uwagę) wszystkie zmiany, które zaszły w bazie od momentu, kiedy wydali Ci materiały niezbędne do realizacji Twojego zlecenia. To nic, że wyjechałeś na urlop, następnie, niestety, zachorowałeś, a później przez dwa tygodnie lało jak z cebra, co w rezultacie znacznie powiększyło przedział czasowy pomiędzy pobraniem materiałów a upragnioną chwilą zakończenia i przekazania opracowania do ośrodka dokumentacji. Zakładamy przy tym scenariusz optymistyczny, czyli że Twój operat został od razu przyjęty bez poważnych usterek. Bo gdyby coś w nim znaleziono, termin zakończenia prac znowu odsunąłby się o kolejne dni czy nawet tygodnie.
• Papier jest cierpliwyTutaj stwierdzę coś, co jest dla wszystkich oczywiste, ale w tych rozważaniach bardzo ważne. W czasie, kiedy opracowanie było realizowane, ODGiK nie spał i nie korzystał z urlopu, tylko żmudnie uzupełniał swoją bazę danych na bieżąco spływającymi opracowaniami. Niektóre z tych danych przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności w mniejszej lub większej mierze pokrywały się z obszarem Twojego opracowania...
Pełna treść artykułu w sierpniowym wydaniu miesięcznika GEODETA