Agnieszka Brachucy: Był pan aktywnym członkiem Koła Naukowego Geodetów na AGH. Jego historię tworzą m.in. zagraniczne obozy naukowe. Jak wyglądały przygotowania do wypraw, które Pan organizował?
Aleksander Grad: Koło Naukowe Geodetów było miejscem naszej studenckiej aktywności, lepszego poznawania praktycznej i naukowej strony geodezji, wielką szkołą przedsiębiorczości i dobrym sposobem na wspólne spotkania, imprezy, nawiązywanie przyjaźni. Szczególnie było to istotne w stanie wojennym i zaraz po nim, kiedy trudno było o wiarygodne, legalnie działające organizacje studenckie. Dlatego nasze wyprawy z lat 80. przygotowywaliśmy samodzielnie, bez pomocy innych organizacji studenckich. Nie chcieliśmy oddawać szyldu KNG, ale koło nie posiadało osobowości prawnej, stąd w pełni sami nie mogliśmy firmować przygotowań i prac. Dlatego działaliśmy pod szyldem AGH i naszego Wydziału Geodezji Górniczej (dziś Wydział Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska), niestety powodowało to problemy z władzami uczelni. My pozyskiwaliśmy pieniądze, dokonywaliśmy zakupów, musieliśmy je rozliczać, a kwestor, księgowi i dziekan wściekali się na nas (śmiech), że coś im się nie zgadza w rachunkach. Szczególnie jak był debet po powrocie z wyprawy. Ale w sumie rektor i dziekan bardzo nas wspierali i pomagali w organizacji wypraw.
AB: Co się zmieniło w KNG za pana kadencji?
Mieliśmy wspaniałego prezesa Adama Olbricha, który wraz z innymi kolegami pchnął KNG na nowe tory. A czas był trudny. W latach 1981-83 Koło Naukowe Geodetów organizowało obozy oraz sesje naukowe i – co najważniejsze – nawiązało na nowo współpracę z UNESCO. Adam i cały zespół mocno się napracowali, a wyjazd BARI ’83 bardzo się opóźnił i w efekcie był niezbyt udany. Zabrakło czasu, wyprawa dojechała tylko do RFN i po niecałych 3 tygodniach wróciła. Ale dzięki ich pracy wyprawy BARI ’84 i ’86 były już bardzo udane(...).
Cały wywiad przeprowadzony przez studentów z AGH (Agnieszkę Brachucy i Mirosława Marciniaka, spisany przez M. Baran) publikujemy w najnowszym numerze GEODETY.