wiadomościksięgarniaprenumeratareklamakontaktRODOpolityka prywatności
Najnowsze wydarzenia z dziedziny geodezji, nawigacji satelitarnej, GIS, katastru, teledetekcji, kartografii. Nowości rynkowe, technologiczne, prawne, wydawnicze. Konferencje, targi, administracja.
reklama
strona główna rss
PRENUMERATA TRADYCYJNAPRENUMERATA CYFROWA
film
Uber "naprawia" GPS w miastach
blog
TACHIMETRY

TACHIMETRY
SKANOWANIE LASEROWE

SKANOWANIE LASEROWE
DRONY DLA GEODETY

DRONY DLA GEODETY
NAWI

NAWI
BENTLEY GEOMAGAZYN

BENTLEY GEOMAGAZYN


reklama
reklama

Archiwum GEODETY


Regulamin internetowego Archiwum GEODETY


1995199619971998199920002001200220032004
2005200620072008200920102011201220132014
20152016201720182019
| Listopad 2014, Nr 11 (234) |


• Jak prysł satelitarny sen, czyli dlaczego SCOR nie stało się dumą polskiej geodezji • W cyklu „Poczet Profesorów PW” prof. Aleksandra Bujakiewicz, specjalistka w dziedzinie fotogrametrii • Bałagan prawny w nieruchomościach barierą w rozwoju – pisze Bogdan Grzechnik • Rolę geodezji w kształtowaniu ...

powrót

Rozmawiali Zbigniew Leszczewicz i Jerzy Przywara

Aleksandra Bujakiewicz: Afrykańska królowa

Rozmowy pod patronatem dziekan prof. Aliny Maciejewskiej z okazji zbliżających się rocznic 100-lecia odnowienia tradycji Politechniki Warszawskiej oraz 95-lecia Wydziału Geodezji i Kartografii

ALEKSANDRA BUJAKIEWICZ: Przez 15 lat pracowała pani w Afryce. Jak pani tam trafiła?

GEODETA: Na pewno wyszła ze mnie chęć podróżowania. Ale zaczęłam też myśleć o wyjeździe, bo nie odpowiadało mi to, co się działo w kraju, mimo że byłam politycznie neutralna, nie należałam nigdy ani do partii, ani do „Solidarności”. Zgłosiłam w centrali Polservice gotowość wyjazdu na kontrakt indywidualny. Postawiłam tylko jeden warunek, że pojedzie ze mną mąż. Syn wówczas już studiował, był taternikiem i jeździł po całym świecie, co też miało wpływ na naszą decyzję. Ofertę wyjazdu do kraju arabskiego odrzuciłam z uwagi na stosunek Arabów do kobiet. W 1984 roku przyszła propozycja z Afryki – okazało się, że potrzebują wykładowcy na uniwersytecie w Zambii. To było to! Zachęcił mnie też trochę fakt, że głównym geodetą był tam Polak Andrzej Kownacki.
Oczywiście nie wystarczyło tylko wsiąść do samolotu. Wcześniej dniami i nocami siedziałam nad opracowaniem kompletu wykładów w języku angielskim. Wiedziałam od razu, że to będzie dłuższy wyjazd.

Jakie były afrykańskie początki?

Pierwsze dwa lata były bardzo trudne. Musiałam pracować za marne pieniądze. Niezbyt uczciwy okazał się Polservice, który co innego obiecywał, a co innego zastałam na miejscu. Wykładałam fotogrametrię na Wydziale Inżynierii Cywilnej (Civil Engineering), natomiast geodezji uczyli głównie Szwedzi. Mieszkaliśmy w hotelu, 3/4 pensji szło na opłaty, a reszta na skromne życie. Na dodatek mąż nie mógł znaleźć pracy.
Na szczęście uniwersytet w sąsiednim Zimbabwe ogłosił konkurs na stanowisko profesora na nowo powstałym Wydziale Geodezji. Zgłosiłam się i wygrałam. Po dwóch latach w Zambii wylądowałam więc w stolicy Zimbabwe Harare. Tam miałam o wiele lepsze warunki finansowe, a mąż znalazł pracę. Dostaliśmy dwupoziomowy apartament blisko uniwersytetu. Te trzy lata to był dla nas dobry okres. Współorganizowałam prace wydziału, organizowałam i prowadziłam zajęcia dydaktyczne i prace badawcze z zakresu fotogrametrii. Byłam też członkiem senatu i komisji ds. działalności naukowo-badawczej. Dużo udało mi się tam zrobić, a nowy wydział okrzepł. Ale miałam wciąż otwartą furtkę na Uniwersytecie w Zambii.

I skorzystała z niej pani?

Tak. Po trzech latach dostałam stamtąd propozycję objęcia kierownictwa właśnie tworzonego Wydziału Geodezji (Department of Surveying, School of Engi­neering). Przez pierwszy miesiąc mieszkaliśmy w hotelu pełnym karaluchów, ale później dostaliśmy osobny domek z ogrodem na terenie uniwersyteckiego kampusu. Zos­tałam kierownikiem wydziału (department) i stanowisko to piastowałam przez 10 lat. Były tam bardzo dobre warunki lokalowe i sprzętowe.
(...)

Jacy byli afrykańscy studenci?

W większości po szkołach misyjnych, bardzo pracowici i sumienni. Mieli rzetelne podstawy i duże zainteresowanie wdrażaniem technik komputerowych. Mieli świetną pamięć, duże zdolności manualne. A zachowywali się tak, jak ich wychowano. Gdy student przychodził na zajęcia, to zdejmował buty, wyciągał nogi i do tego siedział w czapce. Ja wtedy do nich spokojnie mówiłam: Tak nie wypada. Jeśli chcecie być w elicie, to zdejmujcie czapki i załóżcie buty. Gdy kończyliśmy laboratoria, początkowo wszyscy studenci pchali się do drzwi, bo chcieli wyjść pierwsi. Wytłumaczyłam im, że najpierw przepuszcza się kobietę. Po kilku dniach patrzę, a oni nie wychodzą z sali, tylko czekają. Więc pytam: Na co czekacie? A oni: Lady first. Akceptowali wszystko, co do nich mówiłam, ale też o nich dbałam.
Kadra naszego wydziału początkowo składała się z samych Europejczyków. Później sukcesywnie przychodziło coraz więcej miejscowych, w tym głównie nasi najlepsi absolwenci, którzy zostali na uczelni. Oni znali mnie jako pedagoga i bardzo mnie popierali (...).

Pełna treść artykułu w listopadowym wydaniu GEODETY (dostępne w prenumeracie)

powrót

dodaj komentarz

KOMENTARZE Komentarze są wyłącznie opiniami osób je zamieszczających i nie odzwierciedlają stanowiska redakcji Geoforum. Zabrania się zamieszczania linków i adresów stron internetowych, reklam oraz tekstów wulgarnych, oszczerczych, rasistowskich, szerzących nienawiść, zawierających groźby i innych, które mogą być sprzeczne z prawem. W przypadku niezachowania powyższych reguł oraz elementarnych zasad kultury wypowiedzi administrator zastrzega sobie prawo do kasowania całych wpisów. Użytkownik portalu Geoforum.pl ponosi wyłączną odpowiedzialność za zamieszczane przez siebie komentarze, w szczególności jest odpowiedzialny za ewentualne naruszenie praw lub dóbr osób trzecich oraz szkody wynikłe z tego tytułu.

komentarze edition_article




reklama

Wydanie

rok
słowa kluczowe
rozdzielane przecinkami

reklama





2009 created by BRTSOFT.com
© 2005-2019 Geodeta Sp. z o.o.
mapa stronyprenumeratareklamakontakt