wiadomościMiesięcznik GEODETAprenumeratareklamaksięgarniakontaktRODOpolityka prywatnościnewsletter
Najnowsze wydarzenia z dziedziny geodezji, nawigacji satelitarnej, GIS, katastru, teledetekcji, kartografii. Nowości rynkowe, technologiczne, prawne, wydawnicze. Konferencje, targi, administracja.
blog

BARI '83 Düsseldorf (RFN)

- «« « część 2 z 3 » »»


4 października BARI 83 zameldowała się w Heerbruggu, nieodłącznym elementem wypraw była bowiem wizyta w zakładach Wilda. Przez pięć godzin zwiedzano hale produkcyjne, w których wytwarza się sprzęt geodezyjny i fotogrametryczny, oraz laboratoria służące do testowania i kontroli gotowych instrumentów.
Po obejrzeniu fabryki odbyła się mniej oficjalna część. Paul Mignaval i Georg Wettler, dyrektorzy Wilda, który zaprosili członków wyprawy na obiad, podczas którego rozmawiano o planach firmy i wzajemnej współpracy.

Kolejnym etapem podróży były Włochy. W Turynie ekipa zwiedziła fabrykę Fiata, po czym pojechała do Rzymu. Niestety, nie udało się odwiedzić firmy OMI, producenta sprzętu fotogrametrycznego. Oczywiście nie można być w Rzymie i nie widzieć papieża. Studenci zwiedzili więc muzeum w Watykanie i wzięli udział w środowej audiencji Jana Pawła II.
Przed startem w drogę powrotną awarii uległ samochód (co nie było nowiną na BARI) i dwa dni stracono, czekając na jego naprawę. Potem już tylko Triest, Zagrzeb i dwudniowy postój w Wiedniu. W nocy z 22 na 23 października wyprawa powróciła do kraju.


Wizyta w zakładach Wild w Heerbruggu

Choć uczestnicy BARI ’83 musieli słoneczną Algierię zamienić na deszczowe tego roku Niemcy i skrócić znacząco czas wyjazdu, to wyprawa odniosła i tak spektakularny sukces – przywiozła zamówienie z UNESCO na inwentaryzację murów obronnych jugosłowiańskiego Kotoru, który stał się celem trzech kolejnych ekspedycji.


Opracował Jerzy Przywara, sierpień 2011 r.
Wykorzystano materiały z wyprawy BARI ’83


BARI ’83 okiem jej opiekuna, czyli jak było
Wyprawa z 1983 roku była bardzo nietypowa z uwagi na okoliczności polityczne. Organizowano ją w czasie stanu wojennego, a sam wyjazd nastąpił zaledwie dwa tygodnie po jego zniesieniu.

Zespół studentów był świetny. Byli to ludzie odpowiedzialni, dojrzali i ciekawi świata, zgrani i darzący się zaufaniem. Krótko mówiąc: byli warci wyprawy. Nie było wśród nich kombinatorów – tacy nawet nie próbowali włączyć się do składu. Pewnie z góry zakładali, że władze nie dopuszczą do zorganizowania wyjazdu.
Spośród pracowników Wydziału trudno było znaleźć osobę skłonną zaryzykować kierowanie wyprawą i opiekę nad uczestnikami. Cóż, był drugi roku stanu wojennego. Ja podjąłem się tego trochę z ciekawości – żeby zobaczyć, kto wyprawie ukręci łeb, ale przede wszystkim – by nie zmarnować zapału i wiary studentów w powodzenie przedsięwzięcia. Bazując na własnym doświadczeniu (miałem wtedy za sobą prace geodezyjne w Holandii oraz w Peru i trzy lata pracy naukowo-dydaktycznej na dobrym uniwersytecie w Kanadzie), potrafiłem docenić wagę, jaką dla młodych ludzi mogą mieć doświadczenia związane ze zorganizowaniem i udziałem w wyprawie do świata „za żelazną kurtyną”.

Postępowaliśmy zgodnie z wzorami wcześniejszych ekspedycji. Poszukiwanie głównego sponsora (współorganizatora) rozpoczęliśmy od krakowskich firm: OPGK i KPG, oraz Geokartu. Pytaliśmy inne polskie przedsiębiorstwa prowadzące za granicą prace wymagające udziału geodetów: co możemy dla was zrobić za granicą w zamian za zapewnienie transportu, wsparcia logistycznego itd.? Nawiązaliśmy kontakt z paryską centralą UNESCO.
Tak jak poprzednicy, rozpoczęliśmy wysyłkę listów „żebraczych” w poszukiwaniu sponsorów, darczyńców żywności, sprzętu technicznego i wszelkich przydatnych artykułów.
W Dziale Współpracy z Zagranicą AGH złożyliśmy wnioski o paszporty (przyjęto je bez zastrzeżeń).


W ekipie była jedna dziewczyna

Geokart i inne firmy nie raczyły nawet odpowiedzieć. Po kilku miesiącach „życzliwi” donieśli mi, że władze są zdecydowane nie dopuścić do wyjazdu, że firmy geodezyjne protestują, bo to jest „psucie rynku” itd. Było też sporo dydaktycznego smrodku w stylu „czego się Wam zachciewa!”. Ale organizacja wyjazdu była już rozkręcona, odpowiedziałem więc przez „życzliwego”, że natychmiast przerwę przygotowania, jeśli dostanę zakaz na piśmie.
Na tym nie koniec. Polski Komitet ds. UNESCO ustami swej pracownicy zrobił nam awanturę, bo kontaktowaliśmy się z Paryżem ponad ich głowami. Zwodzono nas różnymi poleceniami i pytaniami. Bywało i tak, że kierownik wyprawy Piotr Szajt jechał pierwszym porannym pociągiem do Warszawy, gdzie prowadził rozmowy, popołudniowym wracał do Krakowa, pisaliśmy nowe pisma i wyjaśnienia, a nocą sypialnym znów zasuwał do stolicy i jako pierwszy petent zjawiał się rano w UNESCO lub Geokarcie. Tam dowiadywał się, że trzeba donieść jeszcze ileś tam innych papierków...

UNESCO w Paryżu informowało nas telefonicznie (a konkretnie Galia Saouma Forero, dzisiaj jeszcze ważniejsza urzędniczka tej organizacji), że przygotowują dla nas pomiar zabytkowej zabudowy miasta M’Zab w środkowej Algierii [Dolina M’Zab od 1982 roku jest na Liście Światowego Dziedzictwa – red.]. Niestety, nie było nic na papierze, a o wsparciu finansowym tylko przebąkiwano.

Od darczyńców dostaliśmy sporo żywności i różnych artykułów technicznych, m.in. koszulki, baterie, filmy do aparatów fotograficznych. Na prowadzone przez Wydział subkonto wyprawy wpłynęły też pewne środki finansowe.

Głównym partnerem wyprawy zostało w końcu KPG. Obiecali udostępnić ciężarówkę star z 500-litrowym bakiem. Samochód był przystosowany do podróży w głąb… ZSRR. KPG prowadziło wcześniej obsługę budowy koksowni w Magnitogorsku, a jadąc tam, nie wolno było zatrzymać się nawet w celu tankowania i stąd ten bak. Ciężarówka miała tylko jeden feler – rozbity silnik. Stanęło na tym, że jeśli pomożemy im załatwić nowy i zrobimy pomiar fotogrametryczny elewacji muzeum w Düsseldorfie oraz dodatkowo posprzątamy wielki plac budowy tamże, to możemy jechać, dokąd chcemy. KPG daje auto oraz fachowców: fotogrametrę Romana Kloserowskiego, geodetę Bogusława Batko i kierowcę.

Poprzez dojścia któregoś z uczestników wyprawy do jednego z czołowych ówczesnych polityków firma dostała silnik do stara z ekspozycji na Targach Poznańskich. Podczas montażu okazało się jednak, że sporo jego elementów to plastikowe atrapy (m.in. miska olejowa), ale mechanicy z KPG jakimś cudem z dwóch silników – tego rozbitego i tego niekompletnego – zrobili jeden sprawny!

Młodzież zajęła się natomiast dostosowaniem samochodu do naszych celów: ścianka działowa, ławy, podesty do spania (dwa pokłady), skrzynie na żywność. Ponadto do załatwienia były sprawy papierowe: listy do odprawy celnej, listy polecające, i program turystyczny. Każdy uczestnik dostał do rozpracowania jedno miasto na naszej trasie i miał się przygotować tak, by nie wynajmować i nie opłacać na miejscu przewodników. Muszę przyznać, że wywiązali się z tego zadania doskonale.

Tak minął semestr. Potem sesja, czerwiec, lipiec, zaczął się sierpień, a my nadal pozostawaliśmy bez konkretów, jeśli chodzi o cel wyprawy. Żadnego zaproszenia z UNESCO, nic na piśmie. Rodzinę wysłałem na wakacje, a sam zostałem w Krakowie pilnować spraw BARI. Powoli zaczęło mnie ogarniać zwątpienie. Muszę przyznać, że na duchu podtrzymywała mnie jedynie pełna optymizmu postawa studentów.
W połowie sierpnia zostałem pilnie wezwany do Działu Współpracy z Zagranicą. Dostałem burę od kierowniczki, że od miesiąca nie odbieramy gotowych już paszportów! No to je odebrałem, ale nie zdradziłem, że nikt nas nigdzie nie zaprasza.
Natychmiast zrobiliśmy zebranie uczestników. Jest decyzja: jedziemy! Za co? Żywności mamy dość (konserwy, zupy, herbatniki, także dwumiesięczny zapas chleba w puszkach z jednostki wojskowej pozyskany na drodze wymiany – za 2 kg świeżego dostawaliśmy 1 kg puszkowego), pełny bak na wyjazd obiecało KPG. Robimy składkę po 50 dolarów od głowy i w drogę!

część 2 z 3
«« « 1 2 3 » »»



dodaj komentarz

KOMENTARZE Komentarze są wyłącznie opiniami osób je zamieszczających i nie odzwierciedlają stanowiska redakcji Geoforum. Zabrania się zamieszczania linków i adresów stron internetowych, reklam oraz tekstów wulgarnych, oszczerczych, rasistowskich, szerzących nienawiść, zawierających groźby i innych, które mogą być sprzeczne z prawem. W przypadku niezachowania powyższych reguł oraz elementarnych zasad kultury wypowiedzi administrator zastrzega sobie prawo do kasowania całych wpisów. Użytkownik portalu Geoforum.pl ponosi wyłączną odpowiedzialność za zamieszczane przez siebie komentarze, w szczególności jest odpowiedzialny za ewentualne naruszenie praw lub dóbr osób trzecich oraz szkody wynikłe z tego tytułu.

komentarze menu_text_pl

Studenci inwentaryzują budynek AGH
czy wiesz, że...
© 2005-2021 Geodeta Sp. z o.o.
created by BRTSOFT

O nas

  • Właścicielem portalu Geoforum.pl jest Geodeta Sp. z o.o., wydawca miesięcznika GEODETA oraz serwisu egeodeta24.pl
  • Geoforum.pl jest portalem internetowym i obszernym kompendium wiedzy na tematy związane z geodezją, kartografią, katastrem, GIS-em, fotogrametrią i teledetekcją, nawigacją satelitarną itp. Od 2005 roku na bieżąco dostarcza informacji z powyższych dziedzin i umożliwia ich komentowanie.
  • GEODETA (Magazyn Geoinformacyjny) ukazuje się od czerwca 1995 roku i jest największym oraz najbardziej popularnym polskim miesięcznikiem prezentującym aktualne zagadnienia z zakresu: geodezji, kartografii, katastru, GIS-u, fotogrametrii i teledetekcji, nawigacji satelitarnej itp.
  • GEODETA cyfrowy to elektroniczna wersja tradycyjnego wydania miesięcznika. W serwisie egeodeta24.pl można zamawiać zarówno prenumeratę, jak i pojedynczne wydania

Zespół redakcyjny

  • Katarzyna Pakuła-Kwiecińska (redaktor naczelny)
  • Anna Wardziak (sekretarz redakcji)
  • Jerzy Przywara
  • Jerzy Królikowski (redaktor prowadzący Geoforum.pl)
  • Damian Czekaj
  • Bogdan Grzechnik

Kontakt

Geodeta Sp. z o.o.
02-541 Warszawa,
ul. Narbutta 40/20
tel. (22) 849-41-63, 646-87-44
redakcja@geoforum.pl
prześlij newsa

Prenumerata
prenumerata@geoforum.pl
egeodeta24@geoforum.pl
Reklama
k.kwiecinska@geoforum.pl

facebook twitter linkedIn Instagram RSS