A miało być wakacyjnie... W poszukiwaniu wakacyjnego tematu nieopatrznie trafiłam na kontrole na miejscu. Pełnia lata, tłok na plażach i szlakach turystycznych, a tymczasem na polach całego kraju uwijają się setki geodetów. Wyposażeni w elektroniczne gadżety, tropią nieprawidłowości we wnioskach rolników o dopłaty. Są już na półmetku roboty (termin wykonania kontroli mija 31 sierpnia i nie można go przesunąć, bo później będzie można sprawdzić co najwyżej granice działek). Wizja imponująca. Aż szkoda, że nieprawdziwa. W styczniu Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ogłosiła dwa duże i ważne dla geodezji przetargi w ramach IACS: jeden - właśnie na przeprowadzenie kontroli na miejscu w latach 2005 i 2006 oraz drugi - na wykonanie baz danych LPIS. Każdy z nich podzielony był na 6 obszarów, a zatem należało oczekiwać rychłego wyłonienia 12 wykonawców. Oferty otwarto w połowie marca, następnie ogłoszono wstępne wyniki (publikowaliśmy je w kwietniu i maju) i ruszyła... lawina protestów. W ciągu następnych miesięcy zwycięzcy zmieniali się jak w kalejdoskopie. W rezultacie tych przepychanek do końca lipca podpisano umowy zaledwie z wykonawcami prac dla 4 obiektów kontroli (na LPIS z żadnym). A czas płynie. Przypomnijmy, że pierwotnie ARiMR planowała, by jednostką przetargową kontroli na miejscu był powiat (zadanie w sam raz dla średniej firmy geodezyjnej). Ostatecznie w ubiegłym roku ogłoszono przetargi dla województw (potrzebna więc była duża firma geodezyjna lub konsorcjum mniejszych). Teraz ktoś wpadł na pomysł, by to były regiony, i to od razu na dwa lata (tu już w grę wchodzi tylko konsorcjum dużych firm). Na placu boju zostanie zatem nie więcej niż 6 zwycięzców. Dla niektórych firm może to oznaczać być albo nie być, trudno się więc dziwić, że nikt nie chce odpuścić.
Jeśli w przetargu na lata 2007-08 miałby być tylko jeden obiekt, to rozpoczęcie postępowania trzeba by ogłaszać
już dziś.
|