Nr 6 (121), CZERWIEC 2005
[ Powrót do strony głównej numeru ]

Socjalizm wiecznie żywy

Jeszcze trochę i problem wojewódzkich biur geodezji i terenów rolnych rozwiązałby się sam. Ratunek dla nich nadchodzi z najmniej spodziewanej strony. Socjalistyczne koncepcje Ministerstwa Rolnictwa dotyczące udziału tych jednostek w rozwijaniu przestrzeni wiejskiej mogą zostać wsparte funduszami Unii Europejskiej liczonymi w miliardach euro. Wszystkie te pieniądze - zarówno 80%, które ma wyłożyć Unia, jak i 20% z budżetu państwa - pochodzą z naszych podatków. To prosta prawda, o której zdają się zapominać światli skądinąd ludzie. Z tych pieniędzy trzeba będzie na nowo zorganizować WBGITR-y: kupić im sprzęt geodezyjny, komputery, oprogramowanie, środki transportu, zapewnić lokale, no i płace. Robotę też dostaną jak na talerzu. Nawet jeśli - dla zachowania pozorów - będą musiały stanąć do przetargu, to i tak na starcie mają 22% przewagi wynikającej ze zwolnienia z VAT [patrz s. 60]. A jak im się znudzą scalenia, to przy takim zapleczu finansowym mogą wygrać dowolny przetarg na roboty geodezyjne.

Podczas jednego z posiedzeń sejmowej podkomisji ds. nowelizacji Pgik (walka szła wtedy o definicję wykonawcy prac geodezyjnych i kartograficznych) przedstawiciel MR zapytał retorycznie: - Która firma może sobie pozwolić na 17 lat pracy przy jednym scaleniu? - Marzę o takim zleceniu - odpowiedział z przekąsem szef dużej firmy geodezyjnej z północy kraju.

Ale rolnikom jest nie do śmiechu: są u nas i takie wsie, w których prace scaleniowe trwają już 20 lat. No cóż, na pewno nie są za to odpowiedzialne firmy geodezyjne, których do tej pory nie dopuszczano do tego typu zleceń. Zresztą w ostatnich latach ich skala była niewielka. Skandal polega na tym, że kolejny raz interes lobby może okazać się ważniejszy niż interes państwa i jego obywateli.

Katarzyna Pakuła-Kwiecińska

[ Powrót do strony głównej numeru ]